Suplement historyczny. Spotkanie I

Prawdy i półprawdy o Zatoniu to potężna dawka historii, którą w formie gawędy przedstawili nam Halinka Bohuta-Stąpel i Stanisław Rogala jako Hrabia von Stosch. Goście od progu witani byli przez Honoriusza Balzaka (w tej roli znakomicie odnalazł się Marek Hałas) oraz Ewelinę Hańską (w roli tej wystąpiła Agnieszka Schmidt-Nowicka). Zapraszamy do obejrzenia krótkiej relacji z tego spotkania.

 

 

Pomysłodawcą imprezy był Leszek Gołdyka, a osobą odpowiedzialną za jego realizację Maria Idzikowska.

Agnieszka Schmidt-Nowicka

Rozczytajmy maluchy cz. 2

Pierwszy dzień wiosny w naszym przedszkolu był wypełniony nie tylko radosnym spotkaniem z Panią Wiosną i zabawami przy muzyce. Był też okazją dla dzieci do udziału w konkursie recytatorskim pt. „Lokomotywa Tuwima”. To już drugi tego typu konkurs w naszym przedszkolu w tym roku szkolnym. Jego organizacja związana była z realizacją innowacji pedagogicznej, dotyczącej rozwijania zainteresowań czytelniczych dzieci przedszkolnych, wdrażaną przez nauczycielki z inicjatywy pani Beaty Potęgi.

Pierwszy konkurs recytatorski związany był z twórczością Jana Brzechwy. Teraz przedszkolaki przygotowały utwory Juliana Tuwima – poety piszącego dla dzieci, i zaprezentowały je z pamięci podczas wiosennego konkursu, który odbył się 21 marca 2024. Do rywalizacji przystąpiło 24 uczestników, po dwanaścioro z każdej zatońskiej grupy. Niezależnie od wieku – dzieci wygłaszały całe wiersze, często korzystając z rekwizytów.

Podczas występów usłyszeliśmy takie utwory Juliana Tuwima: „Abecadło”, „Okulary”, „Kotek”, „Cuda i dziwy”, „Dyzio marzyciel”, „Trudny rachunek”, „Pstryk”, „Idzie Grześ”, „Zosia Samosia”, „Bambo”. Na zakończenie konkursu nasza pani dyrektor Halina Wilk-Brzezicka, która z wielką przyjemnością przysłuchiwała się recytacjom dzieci – z pomocą mamy Klary czyli panią Dagmarą Kłosowską, zaprezentowały wiersz „O Grzesiu kłamczuchu i jego cioci”. Tak więc mieliśmy okazję wysłuchać wielu utworów Juliana Tuwima, a może i także zapoznać dzieci z jego twórczością.

Konkurs recytatorski spotkał się z dużym zainteresowaniem ze strony przedszkolaków, zarówno jako recytatorów, jak i słuchaczy. Każdy uczestnik otrzymał pamiątkowy dyplom i drobny upominek. To wydarzenie z pewnością pozostanie na długo w pamięci dzieci – szczególnie tych, które ukryły w niej wiersz Juliana Tuwima 📚 📖

Renata Dobrucka-Ratajczak

Zdjęcia Izabela Kmiecik, Beata Potęga

Wiosna, ach to Ty!

Do powitania wiosny przygotowywaliśmy się już od kilku dni. Czuć było zmianę pogody, coraz cieplejsze i dłuższe dni, kwitnące przebiśniegi i krokusy, świergot ptaków – to wszystko dawało nam znaki, że zima się kończy i czas przywitać kolejną porę roku.

Tuż przed pierwszym dniem wiosny Mali Giganci zabrali się za sadzenie kwiatów. Przygotowali ziemię ogrodniczą, a potem kolorowe bratki i pierwiosnki oraz ozdobne stokrotki zasadzili do dużych donic. Pięknie udekorowali nimi wejście do przedszkola. Poczuli się bardzo odpowiedzialni za barwne rośliny, podlali je i z radością prezentowali swoją pracę.

Kolejnymi przygotowaniami do powitania wiosny był udział przedszkolaków w konkursie plastyczno-technicznym pt. „Kapelusz Pani Wiosny” organizowanym przez panie nauczycielki naszego przedszkola z oddziału w Raculi. Dziewiętnaścioro przedszkolaków z Zatonia wykonało prace na konkurs. Czekamy teraz na jego rozstrzygnięcie. Na razie przedszkolaki mogły nam tylko zaprezentować swoje niezwykłe dzieła. Sami chętnie je założyli na głowy, bo mieli się czym pochwalić. Dekoracje z kwiatów, gałązek, ptaków, jajeczek i motyli mogły naprawdę być godnym nakryciem głowy Pani Wiosny.

A tę już najprawdziwszą i upragnioną Wiosnę przywitaliśmy 21 marca 2024. W tę piękną rolę, już kolejny raz, wcieliła się mama naszej Wiktorii – pani Beata Drzewiecka-Zielińska. Przyszła do naszego przedszkola ubrana w zwiewną złotą suknię, ze słomkowym kapeluszem udekorowanym kwiatami, z gałązką kwitnącej forsycji w dłoni i promiennym uśmiechem na twarzy. Wniosła tyle zachwytu swoją osobą, że dzieci były po prostu oczarowane. Zaprosiła wszystkich do wspólnej zabawy przy muzyce.

Zabawy z Panią Wiosną miały trzy części. Najpierw były to pląsy w kręgu czyli muzyczna rozgrzewka. Wszyscy mogli się zintegrować i połączyć we wspólnej zabawie, gdyż witaliśmy wiosnę w pełnym składzie zatońskiego przedszkola. Po tańcach w kręgu dzieci zmieniły ustawienie i w szachownicy na całej sali zaczęła się zumba. Przy wesołej muzyce, przyjmując różne pozycje, naśladując zwierzęta, rośliny, zjawiska – przedszkolaki intensywnie ćwiczyły i tańczyły czyli wykonały wiosenny trening.

Po aktywnych zabawach konieczne było wyciszenie. Muzyka zmieniła się w relaksacyjną ze świergotem ptaków i szumem wody. Pani Wiosna zaproponowała ćwiczenia oddechowe i uspakajające, a dzieci ułożyły się na dywanie. Przez chwilę z zamkniętymi oczami i kontrolą swojego oddechu wszyscy regenerowali siły i zażywali przyjemności wiosennych odgłosów.

Spotkanie z Panią Wiosną dobiegło końca. W imieniu wszystkich dzieci Stefan wręczył pani Wiośnie Beatce laurkę w podziękowaniu za jej wyjątkową wizytę. Miło nam było bawić się przy muzyce. I cieszymy się też, że prawdziwa wiosna, zielona pora roku, budząca przyrodę do życia – jest już razem z nami.

Podziwiamy też „Pola Nadziei” przy naszym przedszkolu. Przepięknie prezentują się kwitnące żonkile, których cebulki jesienią ubiegłego roku sadziły dzieci i nauczycielki. Wyrosły z nich nie tylko wspaniałe wiosenne kwiaty, które właśnie są symbolem nadziei. My mamy też nadzieję, że w sercach dzieci rośnie wrażliwość i zrozumienie dla potrzeb osób chorych, którym dedykowana jest co roku akcja „Pola Nadziei”.

Teraz wiosna jest już na pewno 🌱 🌷 

Renata Dobrucka-Ratajczak

Zdjęcia Izabela Kmiecik, Beata Potęga, RDR

Mieszkanki Zatonia. Rozmowa z Joanną Tabor

Nadeszła pora na kolejną fascynującą historię o naszych kobietach. Tym razem zaprosiłam do rozmowy Joannę Tabor. Dodam, że to właśnie z jej inicjatywy powstało Koło Gospodyń Wiejskich w Zatoniu.
Jakimi słowami opisałaby Pani samą siebie?

Jestem osobą kreatywną. Lubię to co robię. Obecnie jestem rolnikiem i gospodynią domową. W życiu robiłam już różne rzeczy, ale po urodzeniu dzieci zaczęło mi brakować czasu na pogodzenie życia zawodowego z obowiązkami domowymi oraz zajęciami dodatkowymi moich dzieci. Ponieważ mogłam pozwolić sobie na rezygnację z pracy, to tak też zrobiłam. Teraz, kiedy dzieci są już starsze, mogę wreszcie poudzielać się społecznie, stąd pomysł na Koło Gospodyń Wiejskich “Babki z Rodzynkami”.

Pamięta Pani swoje pierwsze cele?
Chciałam zmotywować nasze Panie do wyjścia z domu, szczególnie po Covidzie. W naszej miejscowości mamy sporo działań dla seniorów, więc pomyślałam o naszych młodych mamach, aby zmotywować je do wyjścia z domu, do wspólnych rozmów, spędzania razem czasu z dala od domowych obowiązków. Mamy fajną społeczność, dużo wspaniałych ludzi w różnym wieku, więc dobrze by było ich zaktywizować do wspólnego działania.
Skąd Pani czerpie tyle siły i energii do działania?
Zawsze lubiłam pracę z ludźmi. Staram się pomagać, jeśli tylko mam taką możliwość. Sprawia mi to przyjemność i napędza do dalszej pracy. Lubię też rękodzieło, robię świece sojowe i naturalne kosmetyki. Obecnie głównie dla siebie i najbliższych, ale chciałabym podzielić się tymi umiejętnościami z innymi. Pokazać ile inspiracji jest w otaczającej nas przyrodzie, którą można przekuć w piękne przedmioty.
Jak zdefiniowałaby Pani pojęcie pasja?
Chęć do działania, fascynacja. Dla mnie pasją są zioła i naturalne kosmetyki. Robisz to co kochasz, to co lubisz, co sprawia Ci przyjemność. Tym jest dla mnie pasja.
Zdradzi nam Pani dalsze plany na przyszłość?
Mam nadzieję, że uda mi się rozwinąć działalność naszego Koła Gospodyń. Cały czas jesteśmy na początku drogi, chciałabym zacieśnić współpracę z okolicznymi organizacjami i sołtysami. W ubiegłym roku nie udało mi się zebrać 50 pań które byłyby chętne na wykonanie bezpłatnego badania mammografi na rzecz profilaktyki raka piersi – taka ilość była warunkiem przyjazdu mammobusa do Zatonia. Widzę problem z motywacją do skorzystania z różnych inicjatyw, wierzę jednak, że jeśli znajdzie się więcej osób walczących o integrację i wspólne działanie na rzecz naszych mieszkańców, to uda się zorganizować jeszcze nie jedną taką akcję. Nie zrażam się!
A co się Pani osobiście marzy?
Znaleźć chwilę tak tylko dla siebie i dla męża. Wyjechać gdzieś we dwójkę, choćby na weekend, aby nacieszyć się sobą, z dala od dzieci i obowiązków. Ale na to chyba będziemy musieli poczekać aż nasze dzieci dorosną.
Może jakaś wskazówka na szczęście dla innych kobiet?
Jeśli będzie zdrowie i zgoda w domu, to będzie też czas na wszystko inne. Wtedy życie ułoży się tak, jak powinno.
Agnieszka Schmidt-Nowicka

Przyroda Parku Książęcego

       Spacerujemy, podziwiamy, sycimy wzrok przyrodą zatońskiego parku znajdując w tym ukojenie. Mimo jednak tego,  że patrzymy, a nawet przyglądamy się wnikliwie, to rzadko dostrzegamy, że miejsce to ma swoje, czasem bardzo intymne życie, które toczy się przez cały rok pomiędzy źdźbłami trawy, opadającymi liśćmi, w koronach wiekowych drzew i w szczelinach kory, tuż pod powierzchnią ziemi  i w powietrzu.

      Zapraszamy na promocję niezwykłej książki, która powstała, by chronić to miejsce i opowiadać o nim rzeczy z pozoru niewidoczne.

PRZYRODA PARKU KSIĄŻECEGO

W ZATONIU

          Grupa wybitnych fachowców pod kierunkiem profesora Leszka Jerzaka, Uniwersytet Zielonogórski, Urząd Miasta Zielonej Góry,  Towarzystwo Przyjaciół Otynia i Fundacja Ogrody Kultury połączyli swoje siły, żeby opisać  tą niezwykłą enklawę przyrody i wydać w formie monografii.

J.Skorulski

Mieszkanki Zatonia. Rozmowa z Beatą Montowską

Tym razem zapraszam na rozmowę z Beatą Montowską, malarką mieszkającą w Zatoniu.

Jakimi słowami opisałaby Pani samą siebie?

Oj bardzo krótko. Spokojna, empatyczna, chaotyczna wariatka. Wbrew pozorom jestem introwertykiem.

Pamięta Pani swoje pierwsze cele?

Chciałam robić wszystko, co było związane ze sztuką i to nie tylko z malowaniem. W wieku szkolnym uczęszczałam do szkoły baletowej w Poznaniu, ale rozłąka z rodziną nie była dla mnie. Potem chodziłam parę lat do szkoły muzycznej. Marzyła mi się również szkoła jubilerstwa i złotnictwa, aż w końcu wybrałam liceum plastyczne. Tutaj spore osiągnięcia w ogólnopolskich jak i międzynarodowych konkursach. Wybierałam się również do szkoły filmowej oraz na animację, ale życie pisze własne scenariusze, a ja się wtedy zakochałam.

Zaczęłam więc pracę w policji, gdzie między innymi zaprojektowałam odznakę policji polskiej tzw. blachę na wzór gwiazdy szeryfa. Po pracy wykonywałam projekty reklamowe dla znanych międzynarodowych firm i oczywiście malowałam. W tamtych czasach nie było tak zaawansowanej technologii komputerowej, prace wykonywane były ręcznie, wszystko należało zrobić od podstaw. Z czasem mogłam już pozwolić sobie na to, aby powrócić w pełni do prawdziwego malowania, do mojej pasji, która towarzyszy mi przez całe życie. Rozmalowałam się…

Skąd Pani czerpie tyle siły i energii do działania?

Nie zawsze tak było. Niestety gdzieś po drodze przyczepiła się do mnie choroba, która była dla mnie czymś w rodzaju trampoliny do innego wymiaru. To doświadczenie wywołało we mnie zmianę perspektywy na życie. Przestałam się bać, doszłam do wniosku, że szkoda czasu na gdybanie, muszę robić to co lubię i kocham. Założyłam różowe okulary.

Jak zdefiniowałaby Pani pojęcie “pasja”?

Pasja? To mój oręż, moja ucieczka, moje królestwo. Nie wszystkim musi się podobać, bo ona jest moja i dla mnie. Ale jeśli komuś się spodoba, to będzie mi bardzo miło.

Zdradzi nam Pani dalsze plany na przyszłość?

W maju moje obrazy będzie można zobaczyć w Centrum Kultur Europejskich w Ochli. Czerwiec to wystawa w Deszcznie, a na przełom lipca i sierpnia – Przytok.

A co się Pani osobiście marzy?

Zamieszkać na Fidżi lub przynajmniej pojechać tam na plener.

Może jakaś wskazówka na szczęście dla innych kobiet?

Moim zdaniem na życie trzeba spojrzeć jak na problem, bo niestety bywa problemowe. Obejrzeć je z każdej strony, jak piłkę albo kostkę rubika. Następnie poszukać i wybrać z niego coś pozytywnego. Na pewno każdy coś dla siebie tam znajdzie.

—————————————–

Metalowa postać księżnej Doroty de Talleyrand-Périgord, znajdująca się na rondzie przed Zatoniem, to projekt Beaty Montowskiej – pamiątka po plenerze malarskim, który odbył się w Zatoniu w 2016 roku.

Agnieszka Schmidt-Nowicka

Rozpoczynamy sezon wystawowy

      Miło jest nam zaprosić państwa do odwiedzania galerii w Oranżerii w 2024 roku . To już 4 sezon wystaw, który otwieramy z myślą o gościach odwiedzających park i mieszkańcach Zatonia. Jak co roku Fundacja Ogrody Kultury współorganizuje większość wystaw przy współpracy z Zielonogórskim Ośrodkiem Kultury. Między wystawami czasowymi zaplanowanymi w tym roku, jak zawsze będzie można obejrzeć stałą kolekcję obrazów, której właścicielem jest Stowarzyszenie Nasze Zatonie. To wystaw portretów dawnych mieszkańców pałacu.

      Wracając do wystaw czasowych, tegoroczny sezon otwiera wystawa obrazów Margaret Bolińskiej, która większość swojego artystycznego życia spędziła w Belgii.  To będzie czas na ciekawą rozmowę i piękne skrzypcowe nuty w wykonaniu Kamili Susłowicz.

14 MARCA
GODZ.18.00

J. Skorulski

Mieszkanki Zatonia. Rozmowa z Marią Idzikowską

Kolejną kobietą mieszkającą w Zatoniu, którą chcemy Wam przedstawić, jest Maria Idzikowska, animator kultury. Wiedzieliście o tym, że w 2002 roku, w plebiscycie Gazety Lubuskiej, otrzymała Złoty kapelusz dla najlepiej ubranej lubszanki?

Jakimi słowami opisałaby Pani samą siebie?

Zacznę może od wad, bo nie jestem megalomanką. Za dużo na siebie biorę, często działam impulsywnie, mam głowę pomysłów (to wada czy zaleta?), ufam wszystkim, a potem tego żałuję. Bywam roztargnioną bałaganiarą, ale hołduję zasadzie, że tylko bardzo nudne kobiety mają nieskazitelnie czyste domy. Zalety? Pomagam innym, ale nie wypinam piersi do orderu. Kocham ludzi, lubię się do nich uśmiechać, nie kryję swoich uczuć, podpowiadam rozwiązania. Wnuki śmieją się ze mnie, że do obcych ludzi mówię „Kotku”, „Kochana”, ale cóż… tak już jestem zrobiona.

Pamięta Pani swoje pierwsze cele?

Jak byłam mała to bardzo chciałam zostać aktorką (myślę, że podobnie jak wiele innych małych dziewczynek). Potem, już w szkole średniej, wciągnęła mnie genetyka, byłam bardzo dobra z biologii. Z kolei po studiach zostałam animatorem kultury i tak już od 45 lat spełniam się w tej roli. Mam to szczęście, że praca jest jednocześnie moją pasją.

Skąd Pani czerpie tyle siły i energii do działania?

Mój tata był społecznikiem, organizował kuligi dla dzieci, spektakle teatralne, mecze piłkarskie. Zaszczepił we mnie i w mojej siostrze Dorocie potrzebę działania, nauczył nas że w życiu musi być coś więcej, coś poza szarością dnia codziennego. Dlatego już od najmłodszych lat obie działałyśmy w sekcjach sportowych, brałyśmy udział w olimpiadach i pomagałyśmy nauczycielom, na przykład w bibliotece, gdy trzeba było owinąć książki szarym papierem.

Jak zdefiniowałaby Pani pojęcie pasja?

Moim zdaniem pasja to coś co daje szczęście, dodaje Ci skrzydeł, co kochasz robić i oddajesz się temu z ogromną przyjemnością i zaangażowaniem. Dziś w moim otoczeniu jest bardzo dużo pasjonatów. Bardzo lubię się z nimi spotykać. To oni dodają mi sił do dalszej aktywności. A ja jadę z nimi na jednym rowerze z turbo doładowaniem!

Zdradzi nam Pani dalsze plany na przyszłość?

Człowiek najpierw pragnie być pięknym, potem bogatym, a gdy dojrzeje to już tylko zdrowym. A ja jestem zachłanna na życie, więc chcę być jednocześnie piękna, bogata i zdrowa.

A co się Pani osobiście marzy?

Jak jestem już tak bardzo, bardzo zmęczona, tak już do upadłego, to marzy mi się odpoczynek i wyjazd do naszej enklawy leśnej przy jeziorze. Tam jeszcze kilka lat temu kładliśmy się przy ognisku i oglądaliśmy gwiazdy. Takie chwile dają mi wytchnienie. Za to zimą marzy mi się plaża ze złotym piaskiem i wodą.

Może jakaś wskazówka na szczęście dla innych kobiet?

Takie modne słowa są ostatnio, słyszałam je nawet w telewizji: „Wyjść poza granice własnego komfortu”. Zrobić coś szalonego tylko dla siebie, nie przejmując się konsekwencjami. Jeśli coś robić to z duszą, wkładać w to 100, a nawet 110 procent siebie.


Agnieszka Schmidt-Nowicka

 

 

Mieszkanki Zatonia. Rozmowa z Dorotą Politowską

Nasze mieszkanki to niesamowite działaczki społeczne, artystki, kobiety przedsiębiorcze, pełne pasji i pomysłów. Są różne, ale łączy je siła i energia do działania i co najważniejsze – mieszkają w Zatoniu.

Jedną z nich jest Dorota Politowska, emerytowana nauczycielka.

Jakimi słowami opisałaby Pani samą siebie?

Trudne pytanie hm… tak mi się wydaje. Zwykle człowiek chciałby się chwalić, a ja nie jestem skłonna aby gloryfikować samą siebie. Jestem spod znaku raka, a raki są wrażliwe, kochają sztukę, piękno, ale i są bardzo rodzinne. Mój wuj Marian zawsze chwalił we mnie zaangażowanie rodzinne.

Pamięta Pani swoje pierwsze cele?

Tak, moim pierwszym celem był odpoczynek po 33 latach pracy zawodowej w nauczycielstwie. Przyjechałam tu na Boże Narodzenie w 2010 roku. Pokochałam Zatonie, więc już w styczniu kolejnego roku zaczęłam interesować się pomysłem powstania stowarzyszenia. Stowarzyszenie Nasze Zatonie zostało powołane w kwietniu 2011 roku, a ja zaczęłam się zastanawiać co będę w nim robiła. I wtedy zrodził się pomysł o organach, aby doprowadzić do ich renowacji. Ten cel przyświecał mi przez następne lata. Kolejnym było poznanie ludzi z naszego środowiska, ich drogi przejścia z Białorusi, Ukrainy aż do Polski.

Skąd Pani czerpie tyle siły i energii do działania?

Siły to już mi brakuje mówiąc szczerze, ale pomysły się rodzą. Cudownym jest słuchać brzęku pszczół w czerwcu, dlatego robimy sobie z siostrą i szwagrem letnią kawiarenkę przed domem. Dostałam nawet tytuł “Zatońskiej Kawiarki”. Muszę przyznać, że nie znam się za bardzo na kawach, ale chętnie tą kawą służę każdemu, kto do mnie przyjdzie. Zawsze zależało mi na tym, aby być wśród ludzi którzy idą do przodu, ku lepszemu.

Jak zdefiniowałaby Pani pojęcie “pasja”?

Na pewno jest ono już mądrze zdefiniowane, natomiast z mojego punktu widzenia to jest stawianie sobie takich celów, do których będzie się chciało dążyć pokonując różne trudności. Mieć zawsze przed sobą kierunek działania, takie światełko w tunelu. To mogą być różne drobiazgi, na przykład zbieranie pięknych przedmiotów, ja kolekcjonuję filiżanki. Moją kolejną pasją są ludzie. Lubię spotykać się z ciekawymi, mądrymi osobami i słuchać ich opowieści.

Zdradzi nam Pani dalsze plany na przyszłość?

Jechać w końcu do sanatorium po 7 latach przerwy (śmiech), a tak poważnie to pomóc przy wznowieniu jesiennych koncertów kameralnych. Chciałabym również zaprosić panią Agnieszkę Wiśniowską- Kirch razem z chórem Adoremus na mszę do naszego kościoła, aby powtórzyła swój koncert z 2014 roku.

A co się Pani osobiście marzy?

Bardzo mało podróżowałam za granicę, a marzy mi się zobaczyć Iran, czyli dawną Persję – dorobek Cyrusa Wielkiego i jego następców. Potrafili zbudować coś, co zachwyca nas do dzisiaj. Chcę na własne oczy zobaczyć perskie dywany z jedwabiu, zwiedzić kraje północnej Afryki – Maroko, Algierię, Tunezję czy Egipt i popłynąć Nilem pod Teby.

Może jakaś wskazówka na szczęście dla innych kobiet?

Znaleźć miłość, taką z którą razem można przejść przez życie. Razem pokonuje się trudności, a nie jedno w prawo, a drugie w lewo.

—————————

Na koniec jeszcze parę słów o organach. W Zatoniu mamy organy dwumanualowe S.G. Meinerta z 1799 roku. Wiosną będziemy mogli ponownie usłyszeć dźwięki tego wspaniałego instrumentu, na co czekamy z niecierpliwością!