180 lat temu w Zatoniu

    13 czerwca 1840 roku dokładnie 180 lat temu powozem zajechała do Zatonia księżna Dino. Ostatni raz widziała zatoński pałac 25 lat wcześniej kiedy przyjechała tu z Wiednia podczas słynnego  kongresu w roku 1815. Tym razem nie przyjechała jednak z krótką wizytą, lecz z zamiarem osiedlenia się na stałe na Dolnym Śląsku. Niewielki barokowy pałacyk w Zatoniu, który był w jej posiadaniu od roku 1809 stał się teraz jej śląską rezydencją. Tu zachwycała się przyrodą , tu rozpoczęła batalię o księstwo żagańskie, tu po 2 latach kazała przebudować pałac nadając mu klasycystyczny charakter i założyła na nowo wspaniały park wg projektu P.Lennego. Do końca życia przyjeżdżała tu na wypoczynek mimo, że jej główną siedzibą od 1844 roku był Żagań. Nie zdradziła Zatonia i choć miały tyle rozległych włości, nie wybudowała sobie innej letniej rezydencji. W Zatoniu zaczęła się jej ponad 20-letnia przygoda na Śląsku. Przygoda, o której tylu ludzi pamięta mimo upływu 180 lat.

Być może ten moment przyjazdu Doroty de Talleyrand-Périgord wyglądał właśnie tak, jak namalował Robert Jurga.

13 czerwca r 1840 w Gunhersdorf (Zatonie)

 W tym dniu księżna zapisała te słowa

               Oto jestem w moich włościach. To szczególne wrażenie, znaleźć się u siebie, w tak wielkiej odległości od miejsc, w których zazwyczaj toczyło się moje życie i zastać wszystko tak schludne i dobrze utrzymane, a jednocześnie tak proste, jakby mieszkało się tutaj na co dzień.

               Tego ranka, kiedy wyjechałam z Krosna, padał deszcz i nie opuszczał mnie aż do Zielonej Góry, dużego miasta, w którym spotkałam panią i pana  Wurmb, którzy wyjechali mi naprzeciw. Pani  Wurmb jest córką pana von Goeckingk, Tajnego Radcy  Państwa Pruskiego, któremu zmarły król powierzył opiekę nade mną. …..

               Ostatnie kilometry przemierza się po piaszczystych drogach, pośród lasów jodłowych, ale u wjazdu do małej osady, którą trudno nawet nazwać wsią, jest bardzo piękna aleja. Wiedzie ona na ukwiecony dziedziniec, pośród którego wyrasta dwór. Urokliwe drzewa kryją widok na mało zadbane, podwórze, gdzie hodowany jest drób.

Z tyłu domu wyłania się przecudowny widok: to ogród, dobrze obsadzony i świetnie utrzymany. Jest bardzo bogaty w różne gatunki kwiatów, a pośród nich są też i te rzadko spotykane. Ogród łagodnie przechodzi w łąkę, na krańcu której znajduje się bardzo piękny lasek. Strumień, który przecina ogród, nadaje mu świeżości.

Dom jest dwukondygnacyjny w kształcie długiego czworoboku z trzynastoma oknami na kondygnacji. To, co go szpeci, to jego ogromny dach, nieodzowny tu z powodu długich śnieżnych zim. Jego dachówka została pomalowana na żółto-pomarańczowy kolor.

               Wnętrze jest całkiem niezłe. Środek zajmuje przedzielona schodami sień ze sklepieniem. Na prawo od sieni znajduje się duży salon z trzema oknami, dalej mały salonik biblioteczny z dwoma oknami, które wychodzą na piękną szklarnię, połączoną z oranżerią. Mam tutaj około 50 drzewek pomarańczowych.

Na lewo od sieni jest moja sypialnia, duży pokój toaletowy, garderoba i pomieszczenie dla pokojówki. Za biblioteką zaś znajduje się pomieszczenie połączone z jadalnią, która jest za ścianą salonu, czyli naprzeciw przyległości mojego apartamentu z pomieszczeniami służby.

Na pierwszym piętrze mieszczą się cztery pokoje zarządców, z gabinetami. Spośród których tylko dwa są umeblowane, a także duża sala bilardowa. Mansardę wypełnia sześć pomieszczeń dla służby oraz strych i garde-meuble.

Salony i mój apartament położone są od strony południowej, co niestety pozbawia mnie widoku na ogród. Wolę jednak widzieć podwórze i mieć dostęp do słońca, przede wszystkim dlatego, że dom nie jest podpiwniczony. Mimo tego nie ma w nim żadnych śladów wilgoci. Parter jest bardzo pięknie umeblowany, a parkiety intarsjowane z różnych gatunków drewna. Są one zadziwiająco ładne, jak na wykonane w tej okolicy.  Na pierwszym piętrze, nie ma nic, w tym momencie, poza apartamentem zajmowanym przez pana Valencay, ale i ten jest bardzo skromnie wyposażony. Dom zawiera wyłącznie to, co jest konieczne. Dobrze że zabrałam ze sobą srebra, a pan Wurmb pożycza mi dużo innych rzeczy.

Nareszcie będzie mi dobrze i odnajdę się tutaj dużo lepiej, niż mi się to od dłuższego czasu gdziekolwiek udawało. Przynajmniej, wypocznę tu, wśród panującej ciszy. I choć to najprawdziwsza wieś nie mam wyrzutów sumienia z tego powodu. Doświadczam nawet pewnej przyjemności słuchając odgłosów krów i przyglądając się sianokosom, co po raz kolejny utwierdza mnie w przekonaniu, że jestem prawdziwie i szczerze, wiejskiej natury.

               W salonie mam jeden nawet dość dobry portret mojej matki i także jeden, bardzo nieudany mój, a w saloniku litografie pruskiej rodziny królewskiej. Zawartość biblioteki jest niewielka, liczy około 500 egzemplarzy bardzo dobrych książek w językach: angielskim, francuskim i niemieckim. Już odbyłam spacer po ogrodzie, który jest naprawdę piękny. Ogrodnik, który o niego dba pochodzi z królewskich ogrodów Charlottenburga, a doskonalił swe umiejętności w Monachium i Wiedniu.

Zmiana w odbiorze śmieci w ZATONIU

W imieniu Pana Prezesa Zakładu Gospodarki Komunalnej Spółka z o.o. informuję, że z dniem 1 czerwca 2020r. zmianie ulega  dzień  odbioru odpadów komunalnych gromadzonych w pojemnikach i worków BIO z Państwa nieruchomości. Zamiast wtorku będziemy odpady odbierać w sobotę. W załączeniu przedkładamy nowy harmonogram w celu przedłożenia informacji dla mieszkańców poszczególnych Sołectw. Pracownicy Spółki zostawią każdemu mieszkańcowi informację w skrzynce na listy, ponadto informacja zamieszczona jest na stronie internetowej (w zakładce wiadomości) oraz zmiany będą zamieszczone w aplikacji KIEDY WYWÓZ.

Wyjazd do Francji odwołany

Zarząd stowarzyszenia  podjął definitywną decyzję o odwołaniu w tym roku wyjazdu do Francji śladami księżnej Dino.

W obecnej sytuacji taka decyzja wydawała się jedynie słuszną. Wprawdzie obostrzenia łagodnieją nie  miej ograniczenia związane ze zmniejszeniem liczby osób mogących podróżować autobusem, znaczne ograniczenia w dostępie do zwiedzanych obiektów oraz ryzyko zaostrzenia ponownego innych ograniczeń przeważyły w podjęciu takiej decyzji.  Nasze plany przekładamy na następny rok.  Wszystkie wpłacone zaliczki na poczet wyjazdu zostaną zwrócone do połowy czerwca.

Powrót po 50 latach

     W piątek 24 kwietnia po południu odwiedziła Zatonie pani dr Ewa Lukas Janowska- historyk sztuki,  wieloletni Wojewódzki Konserwator Zabytków, ale przede wszystkim osoba, która jako pierwsza w 1972 roku, napisała opracowanie dotyczące ruin pałacu i parku w Zatoniu.

     

z dokumentacji dr Ewy Lukas Janowskiej w archiwum LWKZ

      Powstała wówczas obszerna dokumentacja zdjęciowa i pierwszy opis ruin zabytku.  Zdjęcia  dokumentowały doskonale ówczesny stan zachowania oranżerii, zarówno detale sztukateryjne jak i ocalałe fragmenty malarstwa ściennego. Pani Ewa Lukas Janowska spotkała się we wnętrzu oranżerii z Tomaszem Filarem, konserwatorem pracującym przy jego odtwarzaniu .

Z wielkim wzruszeniem pani Ewa wspominała ten czas sprzed 50 lat. Ze zdziwieniem zobaczyła że wśród fotografii jakie znajdują się na planszach pomagających w pracach rekonstrukcyjnych, są i te zrobione przez nią pół wieku wcześniej. 

 

Pani doktor przekazała również swoje cenne uwagi na temat kolorystyki wnętrza. Obecnie trwa ożywiona dyskusja, a w zasadzie ostry spór o kolory jakie powinny się znaleźć na ścianach w oranżerii. Zostało wykonanych kilkanaście próbek kolorystycznych i wkrótce zapadną ostateczne decyzje. 

     

Po wizycie w oranżerii pan Tomasz Filar pokazał również niedokończone jeszcze piaskowcowe płyciny do rekonstruowanego rzymskiego sarkofagu, który wkrótce stanie przed oranżerią.  Ten betonowy cokół, o który wielu odwiedzających park pyta, to właśnie szkielet rekonstruowanego sarkofagu. Zatonie pięknie łączy pokolenia ludzi wrażliwych na niedoceniany przez lata skarb, jakim jest kompleks pałacowo-parkowy. Jesteśmy coraz bliżej momentu, kiedy będziemy się mogli nim cieszyć w pełnej krasie.

J. Skorulski

Majówka inaczej

   

     Wielkimi krokami zbliża się jeden z najprzyjemniejszych miesięcy w roku czyli MAJ. Od lat tradycją w naszym stowarzyszeniu jest spotykanie się na majówce. To był często akcent rozpoczynający nasz sezon imprez plenerowych. Z oczywistych powodów majówki w typowej w tym roku nie będzie. Nie oznacza to, że w ogóle ma jej nie być, bo przecież chociaż wszystko co można zostało już odwołane, to jednak MAJA nikt nie odwołał. Proponuję więc zorganizować  w trzech krokach

Naszą Wielką Wspólną Majówkę

 

KROK PIERWSZY ( tylko dla pierwszych 31 osób)

      1 maja spotykamy się w naszym kościele o godz. 18.00 na Mszy Świętej. To msza z intencją zamówioną przez stowarzyszenie.

„Za zdrowie mieszkańców Zatonia, członków stowarzyszenia i naszych przyjaciół nie mieszkających w Zatoniu”.

Oczywiście liczba 31 wynika z przepisów ograniczających  wiernych w kościele w zależności od wielkości świątyni. Ale to i tak jest sporo osób. Po mszy odbędzie się nabożeństwo majowe, Więc po raz pierwszy w tym roku będziemy chwalić łąki umajone, gaiki, strumyki, źródła no ale przede wszystkim Panią Świata.

KROK DRUGI

      Podczas majowego weekendu z pewnością większość z Was, w gronie rodziny, będziecie spotykać się na grillu, niektórzy z Was pójdą na spacery, inni ruszą rowerem na wycieczkę. Zróbcie to koniecznie i wykonajcie telefonem zdjęcie, tak żeby było Was widać.

KROK TRZECI

      Wyślijcie te fotki na adres strony internetowej, lub na mój telefon 609472188, a ja umieszczę je na stronie. W ten symboliczny sposób spotkamy się wszyscy w jednym miejscu (czyli na stronie) i zobaczymy się nawzajem.  Będę czekał na fotki od Was do 4 maja.

To będzie nietypowa majówka, która pewnie się nigdy już nie powtórzy. Mam nadzieję, że tak będzie, czego życzę Wam wszystkim. Z niecierpliwością czekam aż się zobaczymy na fotografiach, ale jeszcze bardziej czekam na czas, kiedy się zobaczymy bez maseczek w realu.

J. Skorulski

 

Optymistycznych słów kilka cz.3

     I znów przesyłam Wam zefirek optymizmu, bo wkrótce znowu będziemy mogli wejść do naszego parku. Co nowego w naszej małej ojczyźnie? Od piątku cały plac przed ruinami pałacu został zastawiony stalowymi elementami konstrukcyjnymi, a ekipa monterów zabrała się od razu do pracy. Budowana jest wielka pergola, która odtwarzać będzie kształt dawnej szklarni łączącej budynek oranżerii z pałacem.

To właśnie po pokryciu konstrukcji szklanym dachem i obrośnięciu jej pnączami, powstanie przestrzeń na letnią kawiarenkę.  Uruchomcie troszkę wyobraźnię i pomyślcie, jak miło będzie siedzieć w letnie popołudnie pod zacienioną pergolą  i popijać ze znajomymi dobrą kawę, delektując się kawałkiem szarlotki z lodem.  

“Jeszcze będzie normalnie, jeszcze będzie przepięknie…”

     A w temacie zatońskich cudów kolejna historia z happy endem. W piątek po południu, po krótkiej rozmowie telefonicznej,  jeden z mieszkańców zadeklarował przywiezienie ciągnikiem trzech nagrobnych płyt.  

Już po pół godzinie, w obecności księdza proboszcza, na cmentarz wjechały pięknie zachowane płyty pomnikowe z XIX wieku.  Od lat leżały w krzakach na jednej z posesji  i nikt nawet nie pamiętał kiedy i dlaczego tam trafiły. Teraz  zostały przywiezione z powrotem na cmentarz, choć nie ma pewności czy nie są one z cmentarza przy ruinach kościoła św. Jana.  Będzie czas żeby je na spokojnie odczyścić i odczytać.

KOCHANI JEST TERAZ DUŻO CZASU, SPRAWDŹCIE WIĘC SWOJE PODWÓRKA I BUDYNKI GOSPODARCZE, MOŻE JESZCZE COŚ CIEKAWEGO CZEKA NA ODKRYCIE I PRZYWRÓCENIE DO PAMIĘCI HISTORYCZNEJ, A PRZEZ TO I NASZEJ LOKALNEJ TOŻSAMOŚCI.

RÓBCIE PORZĄDKI!

UBOGACAJCIE MAŁĄ OJCZYZNĘ!

J. Skorulski

Turnus rehabilitacyjny-komunikat

Szanowni  Uczestnicy turnusu rehabilitacyjnego, dzisiaj otrzymałam informację z biura turystycznego ”POLONUS” że z powodu panującej pandemii majowy turnus się nie odbędzie.

Ośrodek Wczasowo -Rehabilitacyjny w Poddąbiu do końca maja pozostaje jeszcze zamknięty.
Zarezerwowałam dla nas termin  od 6.09 do 20.09.2020r. w tym samym ośrodku.

Ponieważ wrześniowy turnus jest droższy od majowego o 200 zł, negocjuję z biurem turystycznym zachowanie ceny na poziomie turnusu majowego.

Jeżeli z komuś z Państwa nie odpowiada wrześniowy termin, proszę o informację.

 Jestem w stałym kontakcie z biurem turystycznym i o wszystkich zmianach będę informować Państwa na bieżąco.

Serdecznie Państwa pozdrawiam , życzę zdrowia i w dalszym ciągu dbajcie o siebie.

 

Stowarzyszenie ”Nasze Zatonie” – Teresa Ambroziak – Kowala

Życzenia na Wielkanoc

    Życzenia mają tylko wtedy sens, gdy mocno wierzysz, że się mogą spełnić. Co więc spełnić się może jeśli masz wiarę w moc życzeń? Tylko to, czemu możesz i chcesz trochę pomóc. Zaufaj tym, którzy życzą Ci miłości, bliskości, nadziei wbrew logice, zdrowia, radości. Temu wszystkiemu możesz po prostu wyjść naprzeciw.

   Na te najradośniejsze Święta Zmartwychwstania Pańskiego, w tym najsmutniejszym możliwym czasie, od Zarządu Stowarzyszenia Nasze Zatonie i od Sołtysa Krzysztofa Sadeckiego

ŻYCZYMY WSZYSTKIM MIESZKAŃCOM ZATONIA,  RODZINOM I PRZYJACIOŁOM, CZŁONKOM STOWARZYSZENIA NIE MIESZKAJĄCYM W ZATONIU I WSZYSTKIM LUDZIOM, ZA KTÓRYMI TĘSKNICIE,

 BY TĘSKNOTA ZAMIENIŁA SIĘ W BLISKOŚĆ, STRACH O ŻYCIE SWOJE I BLISKICH W ZDROWIE, SMUTEK W WIELKĄ RADOŚĆ. 

    Czasy w których przyszło nam spędzać te święta, to nie jest zupełnie nowa sytuacja, to już się kiedyś wydarzyło.  Dawno temu w Jerozolimie miała miejsce smutna historia z nieoczekiwanym zakończeniem. Samotność, strach, smutek i cierpienie w końcu ustąpiły, a przecież  tylko nieliczni wówczas zaufali do końca i mieli nadzieję.

MIEJCIE WIĘC NADZIEJĘ WBREW LOGICE I ZAUFAJCIE 

    Życzymy żebyście spotkali się ze Zmartwychwstałym już w Niedzielę Wielkanocną, a z rodzinami, przyjaciółmi, znajomymi i zupełnie obcymi, uśmiechniętymi ludźmi na ulicach jak najszybciej.

Maseczki dla Zatonia

     Witamy Was i spieszymy z informacją dlaczego tak wyglądamy.  Stowarzyszenie Nasze Zatonie postanowiło uzbroić mieszkańców Zatonia i członków stowarzyszenia niebędących mieszkańcami w maseczki ochronne. Staramy się w tym trudnym czasie chociaż w drobny sposób służyć naszej małej społeczności. Maseczki są w różnych rozmiarach, mniejsze dla kobiet i większe dla mężczyzn. Szyje je dla Was nieoceniona Bożenka Fuchs, to ta z lewej. Maseczki są wielokrotnego użytku, bawełniane, dwuwarstwowe z kieszenią na ewentualny filtr.  Po każdym dniu trzeba je wyprać w wodzie o temperaturze minimum 50°C, a potem wyprasować gorącym żelazkiem. Jeżeli chcecie się zabezpieczyć dodatkowo filtrem np. z flizeliny, to należy go włożyć w otwór w maseczce. Pamiętajcie, że należy go traktować jako jednorazowy.  Za każdym razem po użyciu wyrzucamy go i wkładamy nowy.  Każda maseczka jest osobno zapakowana w foliowy worek z informacją jak jej używać.

A teraz najważniejsze jak dostać taką zatońską maseczkę?

      Nasz sołtys Krzysztof Sadecki pierwszą partię maseczek dla najstarszych mieszkańców Zatonia rozwiózł w środę rowerem. Pozostałe można otrzymać w sklepie lub bezpośrednio od Bożenki Fuchs  ul. Kwiatowa 48. Na razie zostało uszytych ponad 100 szt. Sukcesywnie będzie ich przybywać. Po świętach będą wzory i rozmiary dla dzieci w wersji dla chłopców i dziewczynek. Kolorowe, estetyczne, a co najważniejsze bezpieczne. Chcemy żebyście wszyscy w zdrowiu przetrwali ten czas. Tego Wam z całego serca życzymy. Pamiętajcie noście te maseczki tylko na zewnątrz, zakładajcie ilekroć idziecie do naszego sklepu czy jedziecie do centrum miasta. Noście ilekroć rozmawiacie ze znajomym na chodniku, czy idziecie na wizytę do lekarza. Tylko od naszego zachowania w okresie pandemii zależy nasze zdrowie i zdrowie naszych najbliższych.

BĄDŹCIE ZDROWI!

CHODŹCIE W MASECZKACH!

J. Skorulski

Optymistycznych słów kilka cz. 2

   Podążajmy dalej optymistycznym szlakiem. Dzisiaj kolejna garść dobrych wiadomości na złe czasy. Wszyscy jesteśmy pod wrażeniem tego, jak z gruzów  została odtworzona pałacowa oranżeria. Ten budynek kształt swój zawdzięcza księciu Alexandrowi. Wprawdzie jego matka księżna Dorota wybudowała już oranżerię, lecz on przebudował ją stylizując budynek na rzymski antyk. Odtworzenie jej było możliwe dzięki zachowanym fotografiom, zarówno tym przedwojennym, jak i dokumentacji z 1972 roku, która znajduje się u Lubuskiego Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Niestety dokumentacja nie była pełna. Niestety w 1972 roku oranżeria już była w ruinie. Brakowało do odtworzenia całych elementów sztukaterii z ornamentem kwiatowym wieńczącej fronton, która przechodziła w ozdobny gzyms wokół budynku.  Aż  tu któregoś dnia zadzwonił do mnie telefon z prośbą o kontakt w sprawie elementów z detali architektonicznych z pałacu. Osoba związana ze światem zielonogórskiej kultury i dziennikarstwa ponad 40 lat temu widząc  walające się pod drzewami  fragmenty sztukaterii postanowiła je wykorzystać jako ozdoby w swoim wiejskim sadzie. I choć nadal prezentowały się tam pięknie uznała, że wobec wielkich zmian w parku powinny wrócić do  Zatonia.  Okazało się, że to własnie brakujące elementy z oranżerii. Transport przyczepką ważących grubo ponad 100 kg fragmentów zagwarantował  darczyńca. Nie minęły dwa dni i detale trafiły do Zatonia.

Na ich podstawie został zrekonstruowany cały wzór ornamentu:

 

Jeżeli chodzi o wnętrze oranżerii, to sprawa była nieco prostsza.   

Przez lata spacerując po parku i wokół ruin znajdowałem wiele strzępków wewnętrznej sztukaterii. Czyściłem je z ziemi, mchu i odkładałem na półkę, a teraz jak znalazł. Wprawna ręka konserwatora złożyła te puzzle w większe całości.

Na ich podstawie  powstały wzory nowych odlewów, które zamontowano wewnątrz oranżerii.I choć są gipsowe, a nie ceramiczne jak dawniej, to jednak są identyczne z oryginałem. Niestety największą bolączką było to, że brakowało nam zdjęć medalionów z głowami kobiet, które zdobiły niegdyś wnętrze tego pięknego budynku. Na trzech ścianach były rozmieszczone  po trzy głowy, a każda inna. Na przemian wisiały głowy kobiety w chustach i z włosami, w których wplątane  były kwiaty, kłosy zbóż i  liście.

Zachowało się jedyne czarno-białe zdjęcie całej  głowy. Wszystkie pozostałe wizerunki znamy jedynie ze szczątkowych fragmentów.

I tu spotyka nas kolejny mały cud. Jakaś niewidzialna ręka podrzuciła nocą pod oranżerię cały, kompletny medalion. To wspaniały  gest, który zbliża nas do coraz wierniejszej rekonstrukcji.

DZIĘKUJEMY I PROSIMY O JESZCZE!

NIE TRZYMAJCIE W DOMACH ARTEFAKTÓW Z ZATONIA !
SKONTAKTUJCIE SIĘ Z NAMI PRZEZ STRONĘ LUB ZADZWOŃCIE POD PODANE NUMERY TELEFONÓW.
NIKT NIE WYCIĄGNIE ŻADNYCH KONSEKWENCJI, A JESZCZE PODZIĘKUJEMY. UCZYNIMY Z WAS BOHATERÓW LUB JAK SOBIE ŻYCZYCIE ZAGWARANTUJEMY WAM ANONIMOWOŚĆ.

WARTO WSPÓLNIE BUDOWAĆ, BO TO BĘDZIE NASZ WSPÓLNY PARK.

P.S.

Podobno gdzieś w Przytoku jest zdemontowana brama wjazdowa. Podobno u kogoś w ogrodzie stoją zdemontowane lwy z kartusza herbowego ze szczytu pałacu oraz  lwy sprzed oranżerii. Chwalą się ludzie, że maja pałacowe obrazy, meble lub inne wyposażenie.

                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                  J. Skorulski